Czas na decydujące starcie! Potęga Prapuszczy zostaje wystawiona na próbę, gdy armia generała Niedźwiedzia szykuje się do przejęcia władzy. Gracze wcielają się w przywódców leśnych drużyn, które mobilizują wszystkie siły, by odeprzeć najeźdźców i ocalić królestwo.
O GRZE
Prapuszcza. Ostatnie starcie to dynamiczna rodzinna gra karciana, w której gracze wcielają się w obrońców tytułowej Prapuszczy i odpierają ataki najeźdźców. Celem rozgrywki jest realizacja kart misji, które wymagają pokonania różnych kombinacji przeciwników.
Grę można skategoryzować jako familijną grę karcianą w klimatach fantasy. Mechaniki w niej zastosowane to hand managment i set collection. Gra mocno przypomina nieco uproszczoną wersję znanego wszystkim Splendoru.
Losowość rozgrywki można ocenić na około 6/10, poziom interakcji między graczami na 4/10, a złożoność na około 3/10. W skład komponentów gry wchodzą: 110 kart, 25 żetonów i instrukcja. Rozgrywka trwa około 20-30 minut, a bawić można się w gronie od 2 do 5 osób w wieku od 8 lat (możliwe, że nawet młodsze dzieciaki poradzą sobie z tym tytułem).
ROZGRYWKA
Gracze otrzymują po 4 karty obrońców (w trakcie gry dobiera się kolejne), które następnie wykorzystują do walki z najeźdźcami. Pojedynki odbywają się poprzez powiązanie kart obrońców o konkretnym kolorze i wartości z kartą najeźdźcy (np. dwie karty pomarańczowych obrońców o wartości 1 pozwalają na pokonanie najeźdźcy o wartości 2). Białe karty obrońców to jokery, które pozwalają na zastąpienie dowolnego koloru. Karty pokonanych najeźdźców zbiera się przed sobą a następnie wymienia się je na różnorodnie punktowane karty misji, które wymagają pokonanie konkretnych kombinacji najeźdźców. Grę wygrywa osoba, która zebrała najwięcej punktów z kart misji oraz niewykorzystanych kart pokonanych najeźdźców.
MOJA OPINIA
Prapuszcza. Ostatnie starcie to gra błyskawiczna do rozłożenia i wyjaśnienia. Wystarczy podzieli karty na dwa stosiki, wyłożyć karty misji i najeźdźców, rozdać karty obrońców oraz żetony pieczęci i można zaczynać rozgrywkę! Zabawa nie wymaga zbyt wiele miejsca, więc można bawić się nawet i w bardziej kompaktowych przestrzeniach, a do tego samą grę można bez problemu zapakować w maks. dwa woreczki strunowe i dosłownie zamienić ją w grę kieszonkową, którą można zabrać ze sobą niemal wszędzie. Czas rozgrywek jest krótki i wynosi do 30 minut. Gra się całkiem dynamicznie, downtime raczej nie występuje, skalowalność jest wysoka, więc nikt nie powinien się nudzić.
W wersji rozszerzonej, która nieco zmienia zasady podstawowe, dodając wspomniane wcześniej żetony, odnaleźć możemy nieco więcej strategii, ale ciągle pozostaje to gra o banalnie prostych i intuicyjnych zasadach, które można przedstawić w maks. minutę. Do tego tytuł ten jest w zasadzie niezależny językowo, gdyż wystarczy aby jedna osoba znała cele kart misji i wyjaśniła je pozostałym, ponieważ symbole na na nich są na tyle zrozumiałe, że już po jednym wyjaśnieniu nie trzeba zerkać do instrukcji by się z nimi ponownie zapoznawać (ba, jestem przekonany, że nawet i bez instrukcji są one całkowicie zrozumiałe).
Całość niesamowicie przypomina uproszczony Splendor z nieco bardziej militarystycznym twistem. Jako, że oryginał tej gry, pod nazwą King Arthur: The Card Game, został wydany już w roku 2005, to nie mam wątpliwości, że autor Splendoru mocno się na dziele doktora Knizi wzorował. A jak już wspominamy pana Reinera, to oczywiście trzeba wspomnieć, że gra działa solidnie i jest bardzo dobrze wyważona, co jest oczywiście absolutnym standardem, którego po tym autorze można się zawsze spodziewać.
Co najważniejsze, w tytuł ten gra się najzwyczajniej w świecie bardzo przyjemnie. Trochę przy nim pogłówkujemy, trochę poprzeszkadzamy przeciwnikom, czasem zdamy się na los (co może być nieco irytujące), ogółem będziemy po prostu dążyć do wykonania założonego przez siebie planu, który realizuje się w satysfakcjonujący sposób.
Prapuszcza, jak cała seria gier Knizi wydana przez Muduko, wyróżnia się wykonaniem. Karty są przepięknie ilustrowane przez Piotra Sokołowskiego, znanego z takich pozycji jak Spór o Bór czy Bale i Skandale. Grafiki cieszą oko, dodają klimatu, a momentami nawet bawią. Jakościowo wszystko jest na wysokim poziomie, jak zawsze w wykonaniu Fabryki Kart Trefl-Kraków, więc bez wątpienia gra przetrwa liczne partyjki, nawet z najmłodszymi.
Reasumując, Prapuszcza. Ostatnie starcie to bardzo przyjemna, szybka, banalnie prosta, mała karcianka, która wyróżnia się dużą regrywalnością oraz kompaktowymi rozmiarami (można ją łatwo zamienić w wersją kieszonkową). Poza dozą losowości, charakterystyczną dla tego typu gier, ciężko doszukiwać się w niej jakichś nadzwyczajnych minusów. W tytuł ten zagra każdy, od dzieciaków, przez mało doświadczonych planszówkowiczów, po zaawansowanych graczy, dla których będzie to świetny wypełniacz między większymi planszówkami. Mogę śmiało polecić jako fajny fillerek i nieco inne spojrzenie na Splendor (dla którego ta pozycji doktora Knizi zdaje się była inspiracją).
PLUSY:
Błyskawiczny setup
Regrywalność
Szybkość rozgrywki, niski downtime
Tryb zawansowany z nieco większą ilością strategii
Banalność i intuicyjność zasad
Dobre wykonanie
Piękne ilustracje kart
Dobra skalowalność
Przyjemność rozgrywki
Praktycznie niezależność językowa
Możliwość zmiany niemal w wersję kieszonkową
MINUSY:
Losowość
WERDYKT:
BARDZO PRZYJEMNA SZYBKA KARCIANKA DLA KAŻDEGO!
Na Board Game Geek posiada ocenę od graczy na poziomie około 6,2/10 (dla wersji oryginalnej z 2005 roku).
OCENA:
7,5/10
W GRĘ MIAŁEM PRZYJEMNOŚĆ ZAGRAĆ DZIĘKI UPRZEJMOŚCI WYDAWNICTWA MUDOKO. DZIĘKUJĘ!
WYDAWNICTWO NIE MIAŁO JAKIEGOKOLWIEK WPŁYWU NA TREŚĆ NINIEJSZEJ RECENZJI.
NA HASŁO "PRAPUSZCZA" W SKLEPIE MUDUKO OTRZYMACIE 20% ZNIŻKI NA TĘ GRĘ!